Fiskus wysyła kierowcom zdjęcia ich aut. Dopłata podatku sięga nawet 20 tys. zł
Kupiłeś używane auto, zapłaciłeś 2 proc. podatku od umowy i myślałeś, że sprawa zamknięta? Niekoniecznie. Coraz więcej kierowców dostaje z urzędu skarbowego wezwanie do wyjaśnień, a w kopercie znajduje zdjęcia własnego samochodu. Fiskus twierdzi, że wartość wpisana w umowie jest zaniżona, i każe dopłacić podatek. W skrajnych przypadkach różnica sięga nawet 20 tys. zł.
Chodzi o PCC, czyli podatek od czynności cywilnoprawnych. Przy zakupie auta od osoby prywatnej płaci go kupujący - 2 proc. wartości pojazdu. Podstawą jest kwota z umowy. I właśnie ta kwota coraz częściej nie podoba się urzędnikom.
Dlaczego fiskus wysyła zdjęcia aut?
Urzędy porównują cenę z umowy z wartością rynkową modelu. Korzystają z katalogów typu Eurotax czy portali ogłoszeniowych. Jeśli w papierach widnieje 8 tys. zł, a podobne egzemplarze chodzą po 30-40 tys., zapala się czerwona lampka.
Zdjęcia mają być dowodem. Skarbówka ściąga je ze starych ogłoszeń sprzedaży, z serwisów aukcyjnych, czasem z historii pojazdu. Pokazują, że auto było zadbane, dobrze wyposażone, w niezłym stanie. Trudno wtedy tłumaczyć, że wóz kupiony za grosze bo "rzęch do remontu".
Mechanizm jest prosty. Urzędnik wzywa podatnika i daje mu szansę na wyjaśnienie zaniżonej ceny. Jeśli argumenty nie przekonają, sam ustala wartość rynkową i od niej nalicza 2 proc. Do tego dochodzą odsetki za zwłokę.
Skąd biorą się tak wysokie dopłaty?
Najczęściej problem dotyczy droższych aut, przy których strony wpisały w umowie symboliczną kwotę. To stara praktyka - sprzedający i kupujący zaniżają cenę, żeby zbić podatek. Przy aucie za 100 tys. zł wpisanie 20 tys. daje na papierze oszczędność rzędu 1,6 tys. zł na samym PCC.
Problem w tym, że gdy skarbówka wyłapie taką transakcję, nalicza podatek od pełnej wartości. Do tego karne odsetki i - jeśli uzna działanie za celowe - postępowanie karno-skarbowe. Przy flotach, autach premium i sprowadzanych z zagranicy egzemplarzach różnice potrafią urosnąć do kilkunastu, a nawet ponad 20 tys. zł.
Fiskus ma na kontrolę pięć lat, licząc od końca roku, w którym powstał obowiązek podatkowy. To oznacza, że wezwanie może przyjść długo po tym, jak auto zdążyłeś już sprzedać dalej.
Jak się bronić przed dopłatą?
Kluczowy jest stan pojazdu w dniu zakupu. Jeśli auto faktycznie było uszkodzone albo miało poważne usterki, warto to udokumentować. Liczą się zdjęcia z dnia transakcji, faktury za naprawy, opinia rzeczoznawcy, wydruki z warsztatu.
Powypadkowa przeszłość, zajechany silnik, korozja, zalanie - to wszystko realnie obniża wartość i może uzasadnić niższą cenę. Ale trzeba mieć na to papier. Samo słowo podatnika urzędu nie przekona.
Jeśli wartość rynkowa faktycznie była niższa niż w katalogu, można zażądać powołania biegłego. Uwaga - gdy jego wycena odbiegnie od ceny z umowy o więcej niż 33 proc., koszt opinii pokrywa podatnik. To bywa kilkaset złotych.
Najprostsza rada jest jednak inna: nie zaniżaj wartości w umowie. Wpisuj realną cenę, jaką zapłaciłeś. Oszczędność na PCC jest niewielka, a ryzyko dopłaty z odsetkami i sprawy karno-skarbowej - całkiem konkretne. Przy zakupie zachowaj też ogłoszenie, zdjęcia i dowód przelewu. Gdy fiskus zapuka, będziesz miał czym się zasłonić.
Ubezpiecz swoje auto OC/AC
Porównaj oferty i oszczędź nawet do 50%