Mandat za nawigację w telefonie? Policja karze za trzymanie go w ręku
Nawigacja w telefonie stała się standardem. Google Maps czy Waze wyparły osobne urządzenia GPS, bo są darmowe i mają aktualne mapy. Problem w tym, że policja coraz częściej wypisuje za nie mandaty. I to słone - 500 zł oraz 12 punktów karnych.
Brzmi absurdalnie? Nie chodzi o samo używanie nawigacji, tylko o to, jak kierowca obsługuje telefon podczas jazdy.
Za co dokładnie policja wlepia mandat za nawigację?
Kluczowy jest jeden przepis. Prawo o ruchu drogowym zakazuje korzystania z telefonu, jeśli wymaga to trzymania aparatu w ręku podczas jazdy. Od zmiany taryfikatora nie ma znaczenia, czy dzwonisz, piszesz SMS-a, czy właśnie przesuwasz palcem mapę.
Jeżeli smartfon leży na siedzeniu albo trzymasz go w dłoni i zerkasz na trasę - to już wykroczenie. Funkcjonariusz nie musi udowadniać, że rozmawiałeś. Wystarczy, że telefon był w ręce, a auto w ruchu.
Stawka jest jednolita: 500 zł mandatu. Przy recydywie w ciągu dwóch lat kwota rośnie do 1000 zł. Do tego dochodzi 12 punktów karnych, czyli komplet - dla świeżo upieczonego kierowcy oznacza to utratę uprawnień.
Uchwyt to podstawa, ale nie rozwiązuje wszystkiego
Najprostsza ochrona przed mandatem to uchwyt na kratkę wentylacji albo szybę. Telefon w uchwycie jest legalny, bo nie trzymasz go w dłoni. Możesz mieć włączoną nawigację i spokojnie jechać.
Haczyk pojawia się przy obsłudze. Wpisywanie adresu, przewijanie mapy czy odbieranie połączenia dotykiem na ekranie w czasie jazdy to wciąż ryzyko interpretacji na twoją niekorzyść. Policjant może uznać, że rozpraszałeś się urządzeniem.
Dlatego trasę ustawia się przed ruszeniem albo na postoju. Zmiany w nawigacji najlepiej robić głosem, przez asystenta, bez odrywania rąk od kierownicy.
Dlaczego kierowcy są zaskoczeni?
Wielu prowadzących żyje w przekonaniu, że mandat grozi tylko za rozmowę bez zestawu głośnomówiącego. To nieaktualne myślenie. Przepisy dawno rozszerzono na każde trzymanie telefonu w ręku, niezależnie od funkcji.
Zaskoczenie bierze się też z wysokości kary. Jeszcze kilka lat temu za telefon płaciło się 200 zł i dostawało kilka punktów. Teraz to 500 zł i pełne 12 punktów - najwyższy możliwy wymiar za jedno wykroczenie.
Statystyki policji od lat pokazują to samo. Rozproszenie uwagi, w tym telefon, należy do najczęstszych przyczyn kolizji. Stąd zaostrzenie i większa determinacja patroli.
Jak korzystać z nawigacji i nie stracić prawa jazdy?
Kilka nawyków wystarczy, żeby spać spokojnie. Po pierwsze, kupuj porządny uchwyt i montuj go tak, by nie zasłaniał widoczności. Po drugie, planuj trasę przed odpaleniem silnika.
W trasie zdaj się na komunikaty głosowe. Jeśli musisz coś zmienić, zjedź i zatrzymaj się w bezpiecznym miejscu - postój z włączonym silnikiem w korku nie zawsze zwalnia z odpowiedzialności, więc lepiej realnie stanąć.
Warto też pamiętać o pasażerach. Prośbę o przełączenie nawigacji można spokojnie zlecić osobie obok. Kierowca ma prowadzić, a nie żonglować telefonem.
Ile realnie kosztuje chwila nieuwagi?
Podliczmy. Mandat 500 zł to jedno. Ale 12 punktów karnych może wywindować składkę OC przy kolejnym wykroczeniu, a przy recydywie grozi utrata prawa jazdy i kurs reedukacyjny.
Dla kierowcy w pierwszym roku od egzaminu sprawa jest jeszcze prostsza. Limit wynosi 20 punktów, więc jeden taki mandat to ponad połowa puli. Drugi błąd i po uprawnieniach.
Nawigacja w telefonie to wygoda, z której nikt nie chce rezygnować. I nie musi. Wystarczy uchwyt, kilka sekund na ustawienie trasy przed jazdą oraz ręce na kierownicy zamiast na ekranie.
Ubezpiecz swoje auto OC/AC
Porównaj oferty i oszczędź nawet do 50%