Nowy obowiązkowy system w aucie. 3,5 sekundy bez oka na drodze i samochód zareaguje
Kupujesz nowy samochód w salonie? Prawdopodobnie jedzie z tobą jeszcze jeden pasażer, którego nie widać. To kamera wpatrzona w twarz kierowcy. Nowy obowiązkowy system monitorowania uwagi liczy sekundy, w których nie patrzysz na drogę - i kiedy przekroczysz próg, auto reaguje sygnałem.
Za tym stoi unijne rozporządzenie o ogólnym bezpieczeństwie pojazdów, znane jako GSR (General Safety Regulation). Nowe typy aut musiały spełnić te wymogi od lipca 2022 roku, a od 7 lipca 2024 obowiązek objął wszystkie nowo rejestrowane samochody osobowe w Unii Europejskiej. Polska nie jest wyjątkiem.
Nowy obowiązkowy system - jak działa monitorowanie uwagi kierowcy?
Chodzi o dwa powiązane rozwiązania. Pierwsze to wykrywanie senności (DDAW), które analizuje styl jazdy - ruchy kierownicą, czas za kółkiem, mikrokorekty toru. Drugie, bardziej dosłowne, to ostrzeganie o rozproszeniu uwagi (ADDW).
ADDW patrzy wprost na kierowcę. Kamera w desce rozdzielczej albo przy kolumnie kierownicy śledzi położenie głowy i wzrok. Jeśli spuścisz oczy z drogi na dłużej niż kilka sekund, system uznaje to za rozproszenie. Granicę wyznaczono na około 3,5 sekundy przy dłuższym, ciągłym odwróceniu wzroku. Wtedy pojawia się ostrzeżenie - najpierw wizualne, potem dźwiękowe.
Dlaczego akurat 3,5 sekundy?
Przy 100 km/h auto pokonuje niemal 100 metrów w cztery sekundy. Tyle drogi przejeżdżasz praktycznie na ślepo, kiedy grzebiesz w telefonie albo szukasz czegoś na ekranie multimediów. Stąd twardy próg. System nie karze za rzut oka w lusterko czy na prędkościomierz, bo krótkie spojrzenia są normalną częścią prowadzenia.
Twórcy przepisów rozróżnili spojrzenia krótkie i długie. Pojedyncze zerknięcie w bok nie uruchamia alarmu. Dopiero utrzymujące się odwrócenie wzroku albo powtarzające się rozproszenia w krótkim czasie sprawiają, że auto się odzywa.
Co system może, a czego nie wolno mu robić?
Ostrzeżenie ma być odczuwalne, ale nie natrętne. Zwykle to ikona na desce lub ekranie plus sygnał dźwiękowy. System nie przejmuje kontroli nad autem, nie hamuje sam z tego powodu i nie blokuje jazdy. Jego zadanie jest jedno: zwrócić uwagę, zanim krótka nieuwaga zamieni się w stłuczkę.
Ważna sprawa dla obaw o prywatność. Przepisy wymagają, by obraz z kamery był przetwarzany na bieżąco w aucie i nie był zapisywany ani wysyłany na zewnątrz. Kamera nie robi zdjęć do żadnej bazy. Analizuje twarz w czasie rzeczywistym i o niej zapomina.
Czy można to wyłączyć?
Częściowo. Wielu producentów pozwala wyciszyć albo dezaktywować system w ustawieniach na czas jednej jazdy. Po ponownym uruchomieniu silnika ostrzeganie zwykle wraca do stanu domyślnego, czyli włączonego. To celowe - homologacja zakłada, że system startuje aktywny przy każdym odpaleniu auta.
W praktyce różni producenci realizują wymóg po swojemu. Toyota, Volvo czy koncern Volkswagena montują kamery kierowcy w kolejnych modelach, a marki chińskie wchodzące na europejski rynek, jak GWM czy Jetour, też muszą spełnić te same normy. Bez tego auto nie dostanie europejskiej homologacji.
Co to oznacza dla kupujących auto?
Jeśli bierzesz nowy samochód, system uwagi kierowcy masz w standardzie - nie da się go nie zamówić. Nie podnosi to znacząco ceny, bo kamera i oprogramowanie stają się elementem podstawowego wyposażenia bezpieczeństwa, obok asystenta pasa ruchu i inteligentnego ogranicznika prędkości.
Kupujący używane auta sprzed lipca 2024 tego rozwiązania nie znajdą, chyba że producent montował je wcześniej dobrowolnie. Warto się z systemem oswoić na spokojnej trasie, zanim zacznie odzywać się w mieście. Kilka pierwszych ostrzeżeń bywa zaskoczeniem, ale logika jest prosta: patrz na drogę, a auto będzie milczeć.
Ubezpiecz swoje auto OC/AC
Porównaj oferty i oszczędź nawet do 50%