Opłata administracyjna za niewskazanie kierowcy - resort ma projekt. Koniec z kruczkami?

Opłata administracyjna za niewskazanie kierowcy - resort ma projekt. Koniec z kruczkami?

Dostajesz z GITD zdjęcie z fotoradaru i pytanie, kto siedział za kierownicą. Dziś część właścicieli aut po prostu nie wskazuje kierowcy i liczy, że sprawa się rozejdzie. To ma się skończyć. Resort ma projekt, który wprowadza opłatę administracyjną za niewskazanie kierowcy zamiast dotychczasowego wykroczenia.

Opłata administracyjna za niewskazanie kierowcy - na czym ma polegać zmiana?

Teraz niewskazanie, kto prowadził auto, to wykroczenie z art. 96 Kodeksu wykroczeń. Sprawa trafia do sądu albo kończy się mandatem, a właściciel pojazdu ma sporo możliwości, żeby przeciągać postępowanie. Odmowa przyjęcia mandatu, milczenie, zasłanianie się niepamięcią - to codzienność w sprawach z fotoradarów.

Projekt odwraca tę logikę. Zamiast ścigać właściciela za wykroczenie, urząd nałożyłby na niego opłatę administracyjną w trybie decyzji. Krócej, prościej, bez sądu. Jeśli nie chcesz albo nie potrafisz wskazać kierowcy, płacisz jako posiadacz auta. Odpowiedzialność przesuwa się więc z konkretnego sprawcy na tego, kto figuruje w dowodzie rejestracyjnym.

Ile grozi dziś za brak wskazania kierowcy?

Obecne przepisy nie są łagodne, tylko dziurawe. Za niewskazanie kierowcy grozi grzywna do 5000 zł. Mandatem funkcjonariusz może nałożyć do 500 zł, wyższe kwoty zapadają już w sądzie. Problem w tym, że egzekucja bywa iluzoryczna - postępowania się ślimaczą, a część spraw przedawnia się, zanim ktokolwiek zapłaci.

Właśnie ta nieskuteczność jest głównym argumentem za zmianą. Skoro fotoradarów przybywa, a Główny Inspektorat Transportu Drogowego chwali się rosnącą liczbą zarejestrowanych naruszeń, to system, w którym łatwo uniknąć konsekwencji, przestaje mieć sens. Opłata administracyjna ma zamknąć tę lukę.

Co to zmienia dla kierowcy i właściciela auta?

Najwięcej stracą ci, którzy traktowali niewskazanie kierowcy jak sprytny sposób na uniknięcie punktów karnych i mandatu. Dotąd kalkulacja była prosta - lepiej zapłacić za niewskazanie niż przyjąć punkty i wyższą składkę OC. Po zmianie taki manewr może się przestać opłacać, bo opłata i tak spadnie na właściciela, i to bez zbędnej procedury.

Uważać powinni zwłaszcza właściciele aut, którymi jeździ więcej osób. Auto firmowe, samochód użyczany rodzinie, wspólne gospodarstwo domowe - w takich sytuacjach realnie trudno po miesiącach wskazać, kto akurat przekroczył prędkość. A ciężar opłaty i tak spocznie na posiadaczu pojazdu.

Pojawia się też pytanie o proporcje. Krytycy podobnych rozwiązań zwracają uwagę, że przerzucanie odpowiedzialności na właściciela bez ustalenia faktycznego sprawcy bywa problematyczne. Kierowca, który realnie złamał przepisy, może uniknąć punktów karnych, bo te przypisuje się konkretnej osobie, a nie samochodowi.

Kiedy nowe przepisy mogą wejść w życie?

Na razie mówimy o projekcie, a nie o gotowej ustawie. Do wejścia w życie potrzebna jest ścieżka legislacyjna - konsultacje, prace w rządzie, głosowanie w Sejmie i Senacie, podpis prezydenta. To potrafi trwać miesiące, a szczegóły, w tym wysokość samej opłaty, mogą się jeszcze zmienić.

Dla kierowców wniosek jest jeden. Kierunek jest jasny - państwo chce skuteczniej egzekwować kary z fotoradarów i domykać furtki, przez które dotąd wymykali się piraci drogowi. Jeśli jeździsz zgodnie z przepisami, zmiana cię nie dotknie. Jeśli liczyłeś na to, że niewskazanie kierowcy zawsze da się rozegrać na swoją korzyść, lepiej zweryfikuj tę strategię, zanim projekt stanie się prawem.

Ubezpiecz swoje auto OC/AC

Porównaj oferty i oszczędź nawet do 50%