Opłata za przejazd ciężarówek przez granicę? Rząd szykuje projekt, kierowcy liczą koszty

Opłata za przejazd ciężarówek przez granicę? Rząd szykuje projekt, kierowcy liczą koszty

Kierowcy ciężarówek mogą zapłacić za sam przejazd przez granicę. Pojawił się projekt rządu, który zakłada wprowadzenie nowej opłaty granicznej dla ciężkiego transportu. Dla firm przewozowych to kolejny koszt, a pośrednio odczują go wszyscy - bo transport drogowy siedzi w cenie niemal każdego towaru na sklepowej półce.

Opłata za przejazd ciężarówek przez granicę - co wiadomo o projekcie?

Chodzi o daninę pobieraną przy przekraczaniu granicy przez pojazdy ciężarowe. Mechanizm ma być prosty: przejeżdżasz przez punkt graniczny ciężarówką, płacisz. Rząd argumentuje, że wpływy mają iść na utrzymanie infrastruktury przy przejściach i obsługę wzmożonego ruchu towarowego.

Na razie mówimy o projekcie, nie o obowiązującym prawie. To znaczy, że stawki, zakres i data wejścia w życie mogą się jeszcze zmienić w trakcie prac legislacyjnych i konsultacji z branżą. Diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach - a tych rząd na tym etapie podaje ostrożnie.

Kogo obejmie nowa danina?

Głównym adresatem są pojazdy ciężarowe w transporcie międzynarodowym. Mowa o samochodach powyżej określonej masy, czyli klasycznych zestawach TIR i pojazdach dostawczych z górnej półki tonażu. Osobówek i zwykłych aut osobowych na wakacjach projekt w tym kształcie nie dotyczy.

Najbardziej zaboli to firmy operujące na trasach wschód-zachód, gdzie granica przekraczana jest wielokrotnie w miesiącu. Przy dużej flocie każde przejście to wydatek, który mnoży się przez liczbę kursów. W transporcie, gdzie marże bywają cienkie jak żyletka, nawet niewielka opłata za jeden przejazd robi w skali roku poważną kwotę.

Ile to może kosztować przewoźników?

Konkretnej taryfy jeszcze nie znamy - i to jest najważniejsze zastrzeżenie. Wysokość opłaty ma zostać ustalona w toku prac nad projektem, a branża już zapowiada, że będzie walczyć o rozsądne stawki. Przewoźnicy przypominają, że płacą już e-TOLL za przejechane kilometry, akcyzę na paliwo i szereg innych danin.

Ich argument jest prosty: kolejna opłata to kolejny koszt, który trzeba komuś przerzucić. A przerzuca się go na zleceniodawcę, czyli producenta albo importera towaru. Stamtąd droga do ceny detalicznej jest już krótka.

Dlaczego rząd chce takiej opłaty?

Oficjalny powód to finansowanie infrastruktury granicznej i uszczelnienie systemu. Ciężki transport mocno obciąża drogi dojazdowe do przejść, a kolejki i kontrole wymagają obsługi. Opłata ma być narzędziem, które przynajmniej część tych kosztów przerzuci na tych, którzy faktycznie z przejść korzystają najintensywniej.

W tle jest też kwestia ruchu granicznego z kierunku wschodniego, który od kilku lat mocno się zmienił. Więcej kontroli, więcej formalności, więcej pracy służb. Nowa danina wpisuje się w szerszą politykę porządkowania tego, co dzieje się na granicach.

Co to oznacza dla zwykłego kierowcy i konsumenta?

Bezpośrednio - nic, jeśli jeździsz osobówką. Projekt w obecnym kształcie nie każe płacić za przekroczenie granicy autem osobowym. Wakacyjny wyjazd za granicę rodzinnym kombi się nie zmieni.

Pośrednio jednak każdy z nas może to odczuć w portfelu. Transport drogowy to krwiobieg gospodarki - wozi wszystko, od warzyw po części samochodowe. Jeśli przewoźnicy dorzucą nową opłatę do kalkulacji, część tego kosztu prędzej czy później wyląduje w cenie towarów.

Na finalny werdykt trzeba poczekać. Projekt musi przejść przez konsultacje, uzgodnienia i ścieżkę legislacyjną, a branża transportowa nie odpuści bez walki. Do momentu uchwalenia ustawy i publikacji stawek to wciąż plan na papierze, a nie rachunek na przejściu granicznym.

Ubezpiecz swoje auto OC/AC

Porównaj oferty i oszczędź nawet do 50%