Rejestracje nowych aut biją rekordy, ale elektryki runęły o 40,8 procent
Rejestracje nowych aut w Polsce znów przyspieszyły i rynek ociera się o poziom, jakiego nie widziano od 35 lat. Salony pracują pełną parą, a kolejki po nowe samochody są dłuższe niż jeszcze rok temu. Jest jednak druga strona tej statystyki. Sprzedaż elektryków zaliczyła ostry zjazd, bo spadła o 40,8 procent.
Rejestracje nowych aut gonią rekord 35-lecia
Wynik robi wrażenie. Popyt na nowe auta trzyma się wysoko od kilku miesięcy, a łączna liczba rejestracji zbliża się do najlepszych poziomów w historii wolnorynkowej Polski. To sygnał, że mimo drogiego finansowania i wysokich cen katalogowych klienci wciąż decydują się na salon zamiast na komis.
Motorem tego wyniku pozostają firmy. To one biorą lwią część nowych rejestracji, głównie przez leasing i wynajem długoterminowy. Klient prywatny częściej ogląda każdą złotówkę i przesiada się na rynek wtórny, gdzie za te same pieniądze dostaje więcej auta.
Na podium marek od miesięcy nie ma większych niespodzianek. Prym wiodą popularne marki masowe z szeroką ofertą SUV-ów, bo to właśnie ten segment ciągnie sprzedaż w górę. Kompaktowe crossovery i większe rodzinne SUV-y sprzedają się dziś lepiej niż klasyczne hatchbacki.
Dlaczego elektryki runęły o 40,8 procent?
Tu statystyka boli. Spadek o 40,8 procent to nie korekta, tylko wyraźny zjazd całego segmentu aut na prąd. Po okresie, gdy elektryki rosły najszybciej, przyszło mocne wyhamowanie.
Powodów jest kilka i nakładają się na siebie. Pierwszy to pieniądze. Auto elektryczne wciąż kosztuje więcej niż porównywalny model spalinowy czy hybryda, a przy droższym kredycie ta różnica odstrasza. Drugi to niepewność wokół dopłat. Kierowcy, którzy liczyli na wsparcie z programów rządowych, wolą wstrzymać decyzję, aż zasady staną się jasne.
Do tego dochodzi infrastruktura. Ładowarek przybywa, ale kierowca z bloku wciąż nie ma jak podłączyć auta pod domem. Bez ładowania po kosztach z gniazdka spora część oszczędności na paliwie znika, a sam sens przesiadki na prąd robi się mniej oczywisty.
Hybrydy zbierają to, co tracą elektryki
Klienci nie rezygnują z niższego spalania, tylko wybierają bezpieczniejszą drogę. Zamiast pełnego elektryka biorą hybrydę, najczęściej klasyczną lub plug-in. Dostają niższe zużycie paliwa w mieście i spokój na trasie, bo nie trzeba planować postojów pod ładowarką.
Ten trend widać w danych całego rynku. Napędy zelektryfikowane jako całość wcale nie znikają, przesuwa się tylko ich środek ciężkości. Elektryki tracą, hybrydy i miękkie hybrydy zyskują, a diesel powoli schodzi ze sceny w autach osobowych.
Co to oznacza dla kupujących?
Dla kogoś, kto planuje zakup nowego auta, wysoki popyt to głównie dłuższe terminy i mniejsze pole do negocjacji przy najpopularniejszych modelach. Jeśli zależy Ci na konkretnej wersji, warto rezerwować z wyprzedzeniem.
Paradoksalnie spadek zainteresowania elektrykami może grać na korzyść tych, którzy i tak myśleli o aucie na prąd. Dealerzy z zapełnionymi placami chętniej schodzą z ceny i dorzucają pakiety, byle tylko upłynnić stany magazynowe. Kto ma jak ładować w domu lub w pracy, dziś negocjuje z lepszej pozycji niż jeszcze pół roku temu.
Reszta rynku pozostaje mocna. Dopóki firmy kupują flotowo, a klienci prywatni celują w hybrydy i tanie w utrzymaniu spalinówki, o rekord 35-lecia będzie coraz łatwiej. Pytanie brzmi, czy elektryki odbiją, gdy rozwieją się wątpliwości wokół dopłat.
Ubezpiecz swoje auto OC/AC
Porównaj oferty i oszczędź nawet do 50%