Samochody po wojsku za grosze? Jak kupić auto z przetargu Agencji Mienia Wojskowego

Samochody po wojsku za grosze? Jak kupić auto z przetargu Agencji Mienia Wojskowego

Samochody po wojsku za grosze to temat, który wraca jak bumerang za każdym razem, gdy armia odświeża swój tabor. Wojsko wymienia stary sprzęt na nowy, a to, co schodzi z ewidencji, trafia na sprzedaż. I tu robi się ciekawie, bo ceny wywoławcze potrafią zaczynać się od kilku tysięcy złotych.

Sprzedażą zajmuje się Agencja Mienia Wojskowego. To ona wystawia na przetargi wszystko, co przestało być potrzebne w jednostkach - od terenówek, przez ciężarówki, po przyczepy i sprzęt specjalistyczny. Licytacje idą przez internet, a wygląda to podobnie jak zwykła aukcja.

Co konkretnie sprzedaje wojsko?

Na listach najczęściej widać klasyki polskiej motoryzacji terenowej. Honker w różnych wersjach, Star 266 i jego następcy, UAZ-y, Tarpany, czasem Land Rover Defender albo Mercedes w wojskowym malowaniu. Do tego przyczepy, cysterny, agregaty i sprzęt, który dla cywila jest raczej ciekawostką niż codziennym autem.

Sporo tych pojazdów ma za sobą dekady służby. Przebiegi bywają niskie, bo część sprzętu więcej stała w garażach niż jeździła. Ale niski przebieg nie oznacza od razu dobrego stanu - guma, uszczelki i instalacja starzeją się też podczas postoju.

Ile realnie kosztują auta po wojsku?

Cena wywoławcza to jedno, a cena końcowa to zupełnie inna bajka. Popularne Honkery czy Stary potrafią zaczynać licytację od kilku tysięcy złotych, ale przy większym zainteresowaniu kwota szybko rośnie. Zdarza się, że pojazd w dobrym stanie schodzi za kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy - zwłaszcza gdy walczy o niego kilku kolekcjonerów.

Najtaniej wychodzi sprzęt sprzedawany na części albo pojazdy bez ważnych dokumentów. Tu faktycznie da się kupić coś za symboliczne pieniądze. Tyle że trzeba wiedzieć, po co się to robi, bo samo postawienie takiego auta na kołach potrafi kosztować więcej niż sam zakup.

Jak wygląda kupno krok po kroku?

Cały proces jest sformalizowany. Trzeba założyć konto na platformie aukcyjnej agencji, wpłacić wadium i wziąć udział w licytacji. Po wygranej podpisuje się umowę, płaci resztę kwoty i odbiera pojazd z jednostki lub magazynu - własnym transportem albo lawetą.

Warto wcześniej obejrzeć sprzęt na żywo. Agencja organizuje dni oględzin, podczas których można sprawdzić stan pojazdu, uruchomić silnik i zajrzeć pod podwozie. Kupno w ciemno, tylko po zdjęciach, to prosta droga do rozczarowania.

Na co uważać przed licytacją?

Pierwsza sprawa to dokumenty. Część pojazdów sprzedawana jest bez prawa do rejestracji na drogi publiczne - nadają się wtedy tylko na teren zamknięty, do kolekcji albo na części. Jeśli chcesz jeździć nim legalnie, sprawdź w opisie, czy w ogóle da się go zarejestrować.

Druga rzecz to koszty po zakupie. Rejestracja pojazdu zabytkowego lub nietypowego bywa uciążliwa, do tego dochodzą badania techniczne, ubezpieczenie i przywrócenie auta do stanu używalności. Części do wojskowych konstrukcji nie zawsze leżą na półce, choć akurat do Stara czy Honkera rynek części wciąż działa.

Trzeci punkt - transport i miejsce. Wojskowa terenówka to nie miejski hatchback. Zużycie paliwa potrafi przyprawić o zawrót głowy, garażowanie takiego kolosa też swoje kosztuje.

Dla kogo to dobry pomysł?

Auta po wojsku kupują głównie pasjonaci, kolekcjonerzy i grupy rekonstrukcyjne. Zdarzają się firmy, które szukają taniej terenówki do pracy w lesie albo na budowie. Dla przeciętnego kierowcy szukającego auta do codziennej jazdy to raczej egzotyka niż rozsądny wybór.

Jeśli marzysz o Honkerze w garażu i lubisz kręcić przy sprzęcie, przetargi agencji to świetne miejsce. Ale jeśli liczysz na tanie auto do miasta, lepiej rozejrzeć się na zwykłym rynku wtórnym. Wojskowa wyprzedaż kusi ceną, tyle że prawdziwe koszty zaczynają się dopiero po odbiorze kluczy.

Ubezpiecz swoje auto OC/AC

Porównaj oferty i oszczędź nawet do 50%