Zamówisz Toyotę dziś, a odbierzesz w 2028? Na te modele czeka się absurdalnie długo

Zamówisz Toyotę dziś, a odbierzesz w 2028? Na te modele czeka się absurdalnie długo

Kupno nowego auta „od ręki” to dziś w wielu salonach mrzonka. Najgłośniejszy przykład? Toyota. Czas oczekiwania na część modeli tej marki liczy się już nie w tygodniach, lecz w latach - a przy najbardziej obleganych wersjach dealerzy wprost mówią o odbiorze dopiero w 2028 roku.

Na które modele Toyoty czeka się najdłużej?

Rekordzistą jest Land Cruiser. Popyt na terenowego kolosa od lat przerasta produkcję, a Toyota w kilku krajach czasowo wstrzymywała przyjmowanie zamówień, bo lista chętnych rozrosła się do rozmiarów, których fabryka nie była w stanie obsłużyć. W skrajnych przypadkach kupujący słyszą, że samochód dotrze do nich za trzy, a nawet cztery lata.

Ale to nie tylko wielkie SUV-y. Długie terminy dotknęły też najpopularniejsze hybrydy: Yarisa, Yarisa Cross, Corollę i RAV4. To właśnie one napędzają sprzedaż marki w Polsce, więc kolejka rośnie najszybciej. Zależnie od wersji i wyposażenia czas oczekiwania waha się od kilku do kilkunastu miesięcy, a na topowe konfiguracje potrafi przekroczyć rok.

Dlaczego czas oczekiwania znów urósł?

Paradoks polega na tym, że to nie efekt braków, jak w czasie pandemii. Tym razem winna jest sama popularność. Toyota od dwóch lat bije rekordy sprzedaży i regularnie zajmuje czołowe miejsca wśród najczęściej rejestrowanych marek w Europie. Zamówień jest po prostu więcej, niż fabryki są w stanie wypuścić.

Do tego dochodzi struktura popytu. Klienci masowo wybierają hybrydy, a te mają bardziej złożony układ napędowy niż zwykłe benzyniaki. Każde ograniczenie w dostawach komponentów - baterii, elektroniki, półprzewodników - od razu wydłuża kolejkę. Marka priorytetowo traktuje rynki, na których sprzedaje najwięcej, więc terminy różnią się kraj od kraju.

Nie bez znaczenia jest też polityka modelowa. Toyota ogranicza liczbę dostępnych wariantów i pilnuje, by nie zalewać rynku autami, które później trzeba by przeceniać. Mniej egzemplarzy „na placu” oznacza jednak dłuższe czekanie dla tych, którzy chcą konkretnej wersji.

Ile realnie trzeba czekać?

Konkretny termin zależy od modelu, silnika i wyposażenia. Popularna Corolla czy RAV4 w standardowej konfiguracji to zwykle kilka miesięcy. Land Cruiser albo mocno spersonalizowane zamówienie z dodatkami - i nagle jesteśmy w 2027, a bywa że 2028 roku. Dealerzy podkreślają, że podawane daty są orientacyjne i mogą się zmieniać, gdy fabryka koryguje harmonogram produkcji.

Warto pytać wprost o „potwierdzony slot produkcyjny”, a nie ogólną deklarację. To różnica między realnym miejscem w kolejce a szacunkiem, który może się przesunąć o kolejne miesiące.

Co zrobić, żeby nie czekać do 2028?

Jest kilka sposobów. Pierwszy to elastyczność - rezygnacja z egzotycznego koloru czy najwyższej wersji potrafi skrócić oczekiwanie nawet o kilka miesięcy. Drugi to auta z tak zwanej puli dealerskiej, czyli egzemplarze już zamówione przez salon, dostępne szybciej niż konfiguracja robiona od zera.

Trzecia opcja to rynek wtórny. Roczne czy dwuletnie Toyoty trzymają wartość jak mało która marka, ale dostępność jest tu natychmiastowa. Dla kogoś, kto potrzebuje auta na już, dopłata do niższej utraty wartości bywa mniejszym problemem niż dwuletnia przerwa bez samochodu.

Na koniec prosta rada: zanim podpiszesz umowę, poproś o termin na piśmie i dopytaj o zapisy dotyczące zmiany ceny. Przy tak długich kolejkach zdarza się, że cennik zdąży się zmienić, zanim auto w ogóle trafi do salonu.

Ubezpiecz swoje auto OC/AC

Porównaj oferty i oszczędź nawet do 50%