Włosi masowo rejestrują samochody w Polsce. "Proceder włoski" kosztował już 40 mln zł

Włosi masowo rejestrują samochody w Polsce. "Proceder włoski" kosztował już 40 mln zł

Polskie tablice na autach, które nigdy nie widziały polskiej drogi. To nie pomyłka, tylko dobrze naoliwiony mechanizm. Jak podaje RMF24, Włosi masowo rejestrują samochody w Polsce, a straty związane z tym procederem urosły już do około 40 mln zł.

Schemat jest prosty i dlatego tak skuteczny. Auto kupione i użytkowane we Włoszech dostaje polskie tablice oraz polski dowód rejestracyjny. Właściciel dalej mieszka pod Neapolem czy w Rzymie, ale na papierze jego pojazd jest "nasz".

Na czym polega "proceder włoski"?

Chodzi o pieniądze. We Włoszech ubezpieczenie OC bywa koszmarnie drogie, zwłaszcza na południu kraju. W niektórych regionach roczna składka potrafi przekroczyć kilka tysięcy euro, czyli wielokrotność tego, co płaci przeciętny kierowca nad Wisłą.

Do tego dochodzą podatki drogowe, opłaty lokalne i surowe kary. Polska rejestracja pozwala to wszystko ominąć. Kierowca płaci niższą polską składkę, a włoski fiskus zostaje z pustymi rękami.

Jest jeszcze jeden bonus dla nieuczciwych. Mandaty z włoskich fotoradarów trudniej wyegzekwować, gdy pojazd figuruje w zagranicznym rejestrze. Zdjęcie jest, tablica jest, tylko adres właściciela prowadzi w zupełnie inną stronę.

Jak w ogóle da się zarejestrować obce auto w Polsce?

Potrzebny jest polski punkt zaczepienia. Najczęściej to adres zameldowania podstawiony przez pośrednika albo firma-słup, która formalnie staje się właścicielem pojazdu. Resztą zajmują się wyspecjalizowane kancelarie i biura, które robią to taśmowo.

Klient z Włoch dostaje komplet dokumentów i tablice kurierem. Nie musi nawet przyjeżdżać do Polski. Cała operacja odbywa się zdalnie, a opłata dla pośrednika i tak jest niższa niż to, co kierowca zaoszczędzi na składce i podatkach.

Włoskie służby nazywają to zjawisko "esterovestizione", czyli ukrywaniem majątku za granicą. W praktyce jest to po prostu ucieczka od kosztów kosztem dwóch państw naraz.

Kto na tym traci?

Lista poszkodowanych jest dłuższa, niż się wydaje. Pierwszy jest włoski budżet, który nie dostaje podatków i opłat. Drugi - uczciwi kierowcy, bo masowe wyłudzenia podbijają statystyki szkodowości i realnie wpływają na ceny polis.

Traci też wiarygodność polskiego systemu rejestracji pojazdów. Kwota 40 mln zł, o której mówią służby, to nie tylko utracone wpływy, ale też koszt kontroli, postępowań i prostowania bałaganu w bazach danych.

Problem dostrzega też branża ubezpieczeniowa. Auto zarejestrowane w Polsce, a jeżdżące wyłącznie we Włoszech, jest trudne do realnej oceny ryzyka. Gdy dojdzie do stłuczki za granicą, zaczynają się schody z likwidacją szkody i ustalaniem, kto właściwie za co odpowiada.

Czy da się to ukrócić?

Teoretycznie tak, bo prawo unijne jasno mówi, gdzie pojazd powinien być rejestrowany. Kraj zamieszkania właściciela i miejsce stałego użytkowania auta to podstawowe kryteria. Problem w egzekucji i w tym, że dane między państwami wciąż nie wymieniają się tak płynnie, jak powinny.

Włoskie i polskie służby zapowiadają zacieśnienie współpracy. W grę wchodzą kontrole krzyżowe rejestrów, weryfikacja adresów i namierzanie pośredników, którzy zbudowali na tym biznes.

Dla zwykłego kierowcy z Polski płynie z tego jeden wniosek. Jeśli kupujesz używane auto z polskimi tablicami, ale włoską przeszłością, sprawdź dokładnie jego historię rejestracji i ubezpieczenia. Pojazd uwikłany w taki proceder może oznaczać problemy z dowodem, OC, a w skrajnym przypadku z samą legalnością rejestracji.

Ubezpiecz swoje auto OC/AC

Porównaj oferty i oszczędź nawet do 50%